To co nas łączy to wartości uniwersalne w świecie motocyklowym – zamiłowanie do motocykli oraz przyjaźń

North Cape 2024

Licząc na sprzyjające warunki pogodowe do ostatniej chwili zwlekaliśmy z podjęciem decyzji o rozpoczęciu podróży. Leżajsk żegnał nas słoneczną pogodą, Warszawa niestety przywitała nas obfitym deszczem. Naszym nadrzędnym celem było osiągnięcie North Cape w jak najkrótszym czasie. Dlatego też nasz pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w okolicach Rygi po przejechaniu 1050 km. Dzień drugi przywitał nas mżawką i już od samego rana musieliśmy jechać w kombinezonach przeciwdeszczowych. Dojeżdżając do Talina, gdzie czekała nas 4 godzinna przeprawa promowa, mogliśmy się już cieszyć pięknymi widokami z ośmiopokładowego promu w promieniach słońca. Następny przystanek zaplanowaliśmy w miejscowości Jyveskyla gdzie w stylowym Time Hostel ładowaliśmy baterie do następnego dnia. Przejechanie 670 km trzeciego dnia po wyjątkowo „ostrym asfalcie”, przypominającym w niektórych miejscach szuter, okraszony został jedynie wizytą w Rovaniemi, w oficjalnej siedzibie świętego Mikołaja. Humory poprawiły się w Momocie dotarcia do nietypowego miejsca zakwaterowania w którym mieliśmy do dyspozycji fińską łaźnię, jacuzzi, śniadanie oraz stylowy pokój przerobiony ze starych pomieszczeń gospodarczych. A to wszystko za jedynie 315 zł za dwie osoby.

Dzień czwarty, zgodnie z naszym planem, miał być dniem „zdobycia” Nort Cape. Bezdeszczowa pogoda sprzyjała pokonywaniu kolejnych kilometrów a droga z nużącej stawała się coraz bardziej ciekawa. Ostatnie 150 km to było to na co czekaliśmy. Na pustych drogach mogliśmy sobie nieco pofolgować i cieszyć się jazdą krętymi drogami i widokami. Późnymi godzinami popołudniowymi dotarliśmy do najbardziej wysuniętego punktu północy Europy. Widok legendarnego „globusa” oraz rozpościerające się pejzaże skalistych klifów North Cape, w pełni wynagrodził nam trud.

Od tego momentu rozpoczęliśmy stopniowy, powolny powrót do domu jadąc północnymi drogami w kierunku Narviku. Widoki zmieniały się tutaj jak w kalejdoskopie. Wysokie skaliste góry, za chwilę ogromne połacie płaskiego terenu z drogą wijącą się aż po horyzont, wartkie rzeki, lasy z karłowatymi sosnami, skaliste pustynie, doliny wypełnione śniegiem. Wydawało by się że nic nie przebije widoków z North Cape. Byliśmy w ogromnym błędzie. Najpiękniejsze jeszcze było przed nami.
Okolice Narrviku będą się nam kojarzyły z przecudnym pensjonatem, za którego to oknem dosłownie w odległości 10 m, ogromny wodospad dostarczał niezapomnianych wrażeń. Poranna kawa w takich klimatach, przed rozpoczęciem kolejnego dnia podróży smakowała wyjątkowo.
Tego dnia naszym celem było Lofoten miejsce którego piękno ciężko wyrazić jest słowami. James Cameron kręcąc „Avatar” inspirację do scenografii tego filmu mógł czerpać właśnie z tego regionu świata. Zachwycanie się widokami z tego skrawka ziemi zaburzone zostało zatartym łożyskiem w przednim kole. Szczęśliwy traf oraz pomoc motocyklistów z Holandii, czekających na prom do Bodo spowodował, że szybko skontaktowaliśmy się jednym z trzech serwisów BMW i jeszcze przed kolejną, wydaje mi się że najpiękniejszą przeprawą promową, mieliśmy już zamówione części.

Przepraw promowych jeszcze było kilka, każda z nich inna ale co najważniejsze wszystkie były za darmo. W trakcie jednej z nich spotkaliśmy motocyklistów z Niemiec. Jeden z nich przekroczył prędkość o 30 km w terenie gdzie obowiązywał limit 90 km i na jego nieszczęście zostało to zauważone przez policjantów w nieoznakowanym samochodzie. Kosztowało go to, bagatela, 1500 euro.

W trakcie całej podróży mieliśmy okazję spotkać fantastycznych, ciekawych ludzi. Duńczyków pozdrawiających nas w naszym ojczystym języku ponieważ studiowali w Polsce w latach 80-tych, Norwega biorącego udział w wyścigach na lodzie, Australijczyka żyjącego pod namiotem, pracującego on-line i jednocześnie zwiedzającego Norwegię na motocyklu, Estończyka dającego nam wskazówki odnośnie poruszaniu się po Finlandii, rodaków pracujących w Szwecji.

Jazda przyjemnie wijącą się drogą wzdłuż północnych fiordów to kolejny dzień pięknych widoków gór, wodospadów, przełęczy, zatok oraz błękitnych jęzorów lodowców, natomiast kąpiel w zimnym, lazurowym Morzu Norweskim dodaje energii i powoduje wzrost endorfiny.
Ze względu na załamanie pogody zdecydowaliśmy, że skrócimy naszą wyprawę i udamy się pagórkowatą drogą E12 do Sztokholmu a dokładanie do Nynashamn gdzie wsiądziemy na prom, który przetransportuje nas do Gdańska. Mając na uwadze że przez 10 dni przejechaliśmy ponad 5800km ostatnie 650 km z Gdańska do Leżajska pokonaliśmy z wyjątkowym spokojem wiedząc że jesteśmy już „u siebie” a każdy kilometr przybliża nas do domu.